Pasożyty, metale ciężkie i… zakwas buraczany :)

beetroot-687251_960_720

Uwaga dla osób z chorobami zapalnymi jelit: proszę przeczytać aktualizację znajdującą się na dole zanim rozpoczniecie kurację ziołami.

Jakoś tak ostatnio stanęłam w miejscu z leczeniem a w naturoterapii taki stan oznacza, że trzeba coś zmienić, coś poprawić lub po prostu dodać jakąś nową terapię. Z racji, że ostatnio bardzo interesuję się fitoterapią (ziołolecznictwem) postanowiłam wziąć się za porządne usuwane pasożytów. Jakoś instynktownie czuję, że to właśnie pasożyty obecne w moich jelitach mogą być odpowiedzialne z brak postępów w leczeniu.

Do odrobaczania będę stosować:

–   herbatkę z piołunu, wrotyczu i suszonego liścia orzecha włoskiego a do tego goździki i trochę dzikiej róży,

–   nalewkę z orzecha włoskiego.

Niestety moja wiedza z zakresu fitoterapii jest jeszcze w powijakach, więc wszystko robię „na czuja”. Jestem jednak dobrej myśli i będę was informować jak moje jelita zareagują na taką terapię. Żeby przygotować napar z ziół odmierzę po prostu pół łyżki każdego z nich, zaleje szklanką zimnej wody, dorzucę kilka goździków i będę gotować przez 5 minut. Myślę, że będę to pić dwa razy dziennie. Pasożyty znane są z tego, że lubią słodkie, więc moim zdaniem taką herbatkę warto posłodzić miodem. Wtedy robaki chętnie się jej napiją nie wiedząc, że jest to dla nich trucizna. 🙂

Nie bardzo wiem jak zastosować tutaj dziką różę bo jeśli dobrze zrozumiałam wykłady Pana Łukasza Lubickiego (jeden z nich wrzuciłam ostatnio na fb) to dodajemy ją do terapii odrobaczania tylko w celu dostarczania witaminy C. Jeśli zagotowałabym ją z ziołami to większość witaminy i tak by się zniszczyła, więc to chyba nie miałoby sensu. Być może po prostu z niej zrezygnuję bo i tak łykam witaminę C z dzikiej róży z Visanto. W każdym razie zapas suszonej w domu już mam i na pewno do czegoś się przyda. 🙂

Jeśli chodzi o nalewkę to będę wypijać kieliszek wieczorem przed snem. Oczywiście nalewka też jest słodzona miodem, więc pasożyty chętnie ją przytulą.  😆 Jeśli chcielibyście sobie taką zrobić (jest legalna na SCD!) to przepis znajdziecie tutaj. Nie ukrywam jednak, że do usuwania pasożytów lepszy byłby intrakt czyli orzechy zalane gorącym alkoholem. Stosuje się go 3x dziennie po 40 kropli. Intraktu niestety nie mam i nie zdążyłam go zrobić w tym roku, więc stosuję to co mam czyli nalewkę. W przyszłym roku postaram się pamiętać bo orzecha włoskiego mam na własnym podwórku i grzechem byłoby go nie wykorzystać. 🙂

Taką kuracje będę stosować przez tydzień co trzy tygodnie, czyli:

  • tydzień z naparem i nalewką
  • pierwszy tydzień przerwy
  • drugi tydzień przerwy
  • trzeci tydzień przerwy
  • tydzień z naparem i nalewką
  • pierwszy tydzień przerwy
  • drugi tydzień przerwy
  • trzeci tydzień przerwy
  • tydzień z naparem i nalewką
  • pierwszy tydzień przerwy
  • itd.

Dobrym pomysłem na usuwanie pasożytów, oprócz zażywania środków doustnie, są też lewatywy. Ja, póki co, nie jestem na to gotowa i nie czuję się na siłach aby to zrobić. Moja wiedza w tym temacie też jest z pewnością zbyt uboga. Może kiedyś. 🙂

Niestety takie zabiegi oczyszczania niszczą też florę bakteryjną jelit, więc łącznie  z odrobaczaniem będę starała się tą florę uzupełniać. Rozmyślam jeszcze co mogę zastosować ale na pewno będzie to jogurt SCD w dużych dawkach, zakwas buraczany i preparat Restore. Dodatkowo powinno się stosować zioła, które będą chronić jelita przed podrażnieniem w trakcie usuwania pasożytów. Jakie? Niestety nie wiem ale właśnie w tym celu wybieram się na seminarium Pana Lubickiego we Wrocławiu. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapisów na stronie Niezależnej Telewizji.

Jogurt będę robić na mleku kokosowym bo chciałabym ograniczyć w diecie nabiał, nawet jeśli nie ma w nim laktozy. Takie mleko jest też dobrym pomysłem gdy nie jesteśmy pewni czy nasz sposób przygotowywania jogurtu sprawia, że pozbywamy się z niego całej laktozy (np. nasz termos nie trzyma dobrze temperatury przez 24h).

Nie jest żadną tajemnicą, że kiszonki mają zbawienny wpływ na naszą odporność a także na florę bakteryjną jelit, więc i ich nie może zabraknąć gdy chcemy ją utrzymywać w dobrym stanie. Mój zakwas już nastawiony.img_20160925_125639

Jak go zrobić? Nic prostszego!

Potrzebujemy:

–   duży słoik (mój jest chyba 3 litrowy) lub naczynie kamionkowe,

–   około 2-2,5 kg buraczków, najlepiej ekologicznych lub własnych,

–   główka czosnku ale można też dodać mniej według własnych preferencji,

–   przyprawy: ziele angielskie, liście laurowe, pieprz czarny w ziarnach (opcjonalnie bo jednak pieprz jest psiankowaty),

–   około 2 litry osolonej solą himalajską zimnej wody (ale wcześniej przegotowanej).

Buraczki dokładnie myjemy, obieramy ze skórki, kroimy w grube plastry i układamy ciasno w wyparzonym słoiku przekładając je czosnkiem i przyprawami. Całość zalewamy osoloną wodą tak aby wszystko zakryć. Zadbajcie o to żeby żaden kawałek buraka nie wypłynął ponad wodę bo inaczej może pojawić się pleśń. Słoik zakrywamy grubą warstwą gazy i przewiązujemy sznurkiem lub gumką. Odstawiamy w ciepłe miejsce. Proces fermentacji trwa 5-7 dni w zależności od temperatury otoczenia, im cieplej tym szybciej. Jeśli robicie zakwas już kolejny raz to dodanie kilku łyżek poprzedniego zakwasu do wody przyśpieszy cały proces. Po tym czasie zakwas przelewamy do czystych i wyparzonych słoiczków, zakręcamy i przechowujemy w lodówce. Pijemy pół szklanki dziennie, najlepiej na czczo. A ukiszone buraczki śmiało można jeść, np. dodając do sałatek. Oczywiście jeśli jesteście na diecie SCD to najpierw przetestujcie jak reagujecie na kiszonki bo bywa różnie. Jeśli w czasie fermentacji na wierzchu słoika pojawi się piana to musicie ją zebrać wyparzoną łyżką (lub czystą łyżką drewnianą używaną tylko do zakwasu) i lekko wszystko zamieszać.

Preparat Restor miał być dostępny na stronie Pana Jerzego Zięby, niestety ze względów formalnych coś się przeciąga i dalej go nie ma. Można go jednak sprowadzić z zagranicy nad czym się właśnie zastanawiam bo koszty takiej przyjemności mogą być potężne. Podobno świetnie sobie radzi z nieszczelnymi jelitami a co za tym idzie pomaga tez odbudować florę bakteryjną.

Jak już uporam się ze sprawą usuwania pasożytów to mam zamiar wziąć się za oczyszczenie wątroby i za usuwanie metali ciężkich ale to już temat na kolejnego długiego posta. 🙂 Nie chce robić wszystkiego naraz bo obawiam się, że mój organizm może tego nie wytrzymać. Zazwyczaj przy oczyszczaniu pojawia się reakcja Herxheimera. Bardzo ogólnie rzecz ujmując jest to złe samopoczucie na skutek uwalniania toksyn przez zabijane bakterie czy pasożyty. Nie wiem jak będzie ona u mnie wyglądać gdy zacznę oczyszczanie, więc wolę to robić powoli i dokładnie.

Trzymajcie kciuki żeby wszystko było ok. 🙂

Aktualizacja 10/11/16

Niestety moje jelita niezbyt dobrze zniosły kurację ziołami, więc dla osób z chorobami zapalnymi jelit jej nie polecam. Z pewnością będę szukać jakiejś alternatywnej i skutecznej metody.

5 myśli na temat “Pasożyty, metale ciężkie i… zakwas buraczany :)

  1. Mi też bardzo podobaja się artykuły,są świetnie napisane.
    Brawa dla autorki bloga!
    Szkoda tylko,że jest ich mało. Czyta się je z przyjemnoscią.

Odpowiedz na „lincolnAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *